„Gwiazdy” i ich klasyczny podział na gwiazdy stałe (ἀπλανής ἀστέρες – aplanēs asteres) i gwiazdy wędrowne (planētes asteres) oraz definicja planety wg Unii Astrologicznej – która jest bardziej „naukowa”?

„Gwiazdy” i ich klasyczny podział na gwiazdy stałe (ἀπλανής ἀστέρες – aplanēs asteres) i gwiazdy wędrowne (planētes asteres) oraz definicja planety wg Unii Astrologicznej – która jest bardziej „naukowa”?

 

Astrologowie do dziś stosują pojęcie „planeta” do każdego obiektu astrologicznego, który porusza się po jakiejś orbicie, wliczając w to nie tylko obiekty nieistniejące fizycznie (tak zwane planety hipotetyczne lub fikcyjne), ale także Księżyc i Słońce.

Z czego kpią sobie niedzielni krytycy astrologii, jako rzekomego dowodu na zabobonność astrologów, którzy jakoby nie obudzili się, że Ziemia krąży wokół Słońca. Astronomicznie, owszem, Słońce nie ma orbity (choć, razem z całym układem słonecznym, porusza się wolnym ruchem spiralnym wewnątrz galaktyki, więc tak znowu w miejscu to jednak nie stoi). Ale astrologowie nie mieszkają na Słońcu, ani nie lewitują nad nim i nie wróżą dla wydarzeń na Słońcu czy dla mieszkańców Słońca, ale na Ziemi. I na Ziemi obserwują korelację ruchów gwiazd z wydarzeniami ziemskimi i Ziemi dotyczącymi. Z perspektywy Ziemi każdy świecący na niebie obiekt o stałym i powtarzalnym cyklu ruchu był „gwiazdą”. Gwiazdy te, odkąd zaczęto je dokładnie obserwować, podzielono na gwiazdy stałe (ἀπλανής ἀστέρες – aplanēs asteres) oraz gwiazdy wędrowne (planētes asteres).

Gwiazdy stałe (można też przetłumaczyć jako: jednostajne, nie wędrujące, nie zbłąkane) to te świetlne punkty nieba, które zawsze widoczne są na niebie w tej samej konfiguracji względem siebie – tworząc stałe wzory nazywane asteryzmami (małe grupy) lub gwiazdozbiorami (albo konstelacjami* gwiezdnymi – większe grupy).

*z łacińskiego constellātiō (które można bardzo wolno przetłumaczyć jako „współgwieździe”)
con- (z, współ)
+ stellā (gwiazda – w tym samym szerokim znaczeniu co greckie astēr)
+ -tio (końcówka tworząca rzeczownik)

Każdej nocy wschodzą i zachodzą, obracając się jakby przytwierdzone do obracającej się wokół ziemi sfery nieba – nazywanej sferą gwiazd. Każdego roku o podobnej porze w tych samych godzinach widoczne są dokładnie te same gwiazdy (chodzi o dokładnie ten sam moment w kolejnych latach syderycznych czyli gwiazdowych, a rok kalendarzowy nie pokrywa się idealnie co do sekundy z rokiem gwiazdowym, bo rok kalendarzowy zaokrągla się do pełnych dni, by nie tworzyć ułamkowych dni, stąd minimalne różnice). Gwiazdy stałe są zatem niezmiennym wyznacznikiem powtarzalności zjawisk i cykli nieba. Stanowią układ odniesienia dla innych wydarzeń kosmicznych

Gwiazdy wędrowne poruszają się na tle gwiazd stałych i tworzonych przez nie gwiazdozbiorów.
Stąd właśnie zwano je wędrowcami (πλανῆται – planētai)

W ramach symboliki astrologicznej planety opisują zatem wydarzenia (poetycko: odzwierciedlają działanie bogów wykraczające poza stałość). Krążą one jednak po regularnych orbitach i do tego w taki sposób, że przechodzą tylko przez określony wąski pas nieba, tworzący idealny obwód nieba (choć nie pokrywający się idealnie z równikiem Ziemi/nieba). Co więcej, każda z tych planet ma inną wielkość orbity, w taki sposób, że orbita każdej kolejnej zawiera w sobie orbitę poprzedniej, na niemal idealnie tej samej płaszczyźnie. Zatem mimo, że są mniej stałe niż „gwiazdy stałe” tworzące konstelacje, to jednak ich ruch na niebie i wzajemne relacje ruchów tych planet w stosunku do orbit pozostałych z nich – tworzą i tak dość regularny rytm. Będące w równowadze gdzieś pomiędzy idealnym matematycznym porządkiem a pozornym niesprężeniem – rysują na niebie cykl figur i relacji, które opisują rzeczywistość – i odpowiada to obrazowi tej rzeczywistości, jako z pozoru nieuporządkowanego zbioru sytuacji, który przy dłuższej analizie, wspartej cierpliwością oraz odrobiną duchowej otwartości i cierpliwości do dostrzeżenia głębszych powiązań, ukazuje mający sens głęboki plan. Jak mówiono w starożytności – obserwator cykli nieba, jeśli jest przygotowany na to duchowo (to jest nie jest napaleńcem, roszczeniowcem, szaleńcem czy ignorantem), może podsłuchać wyroki bogów, jakie ustaliła – dla nazwanych ich imionami planet – Mojra (μοῖρα), czyli Przeznaczenie.

Do gwiazd wędrownych zaliczane są również dwa najjaśniejsze obiekty nieba – Słońce i Księżyc, ponieważ z perspektywy Ziemi, zachowują się dokładnie tak samo jak Merkury, Wenus, Mars, Jowisz i Saturn – krążą po tej samej trasie – po obwodzie nieba, zwanym pasem zodiakalnym, złożonym z 12 obrazów zodiakalnych, o orbitach tworzących sfery pomiędzy sferami innych planet: Księżyc tworzy sferę najbliższą Ziemi, idealnie zawierającą się w orbicie Merkurego. Zaś orbita i sfera Słońca leży między orbitą/sferą Wenus a Marsa (zawiera wewnątrz siebie orbitę Wenus i wszystkie mniejsze, znajdujące się wewnątrz sfery Wenus, zaś sama zawiera się w sferze krążącego tuż za nią Marsa). Choć oczywiście jest to układ geocentryczny nieba i w rzeczywistości Słońce nie krąży wokół żadnej z planet i żadna z siedmiu gwiazd wędrownych fizycznie (astronomicznie) nie krąży wokół Ziemi – z wyjątkiem Księżyca – to jednak system geometryczny (a zwłaszcza układ ptolemejski – dopracowany przez wielu kolejnych starożytnych, a ostatecznie sformalizowany przez Klaudiusza Ptolemeusza) sprawdza się bardzo dobrze do obserwacji ruchu planet na tle gwiazd względem Ziemi. Co więcej, jest to system, który do dziś stosowany jest do geometrycznych obliczeń pozycji obiektów astronomicznych, ze względu a zaskakującą dokładność. Ale o tym większość krytykujących astrologię „racjonalistów” nie wie, lub udaje, że nie wie, tak samo jak w wypadku rozumienia różnicy między gwiazdozbiorami zodiakalnymi (o zróżnicowanej długości i wielkości) a podziałem ekliptyki na 12 równych części czyli znaki zodiaku, której krytycy też często nie rozumieją lub udają, że nie rozumieją. Pozwólmy im śmiać się z naszego konsekwentnego nazywania Słońca i Księżyca planetami lub gwiazdami, zgodnie z ich etymologią językową, z czym nikt z astrologów przez tyle stuleci nie miał nigdy problemów, typu palący problem czy zrewidować podstawy systemu i nazewnictwo czy iść w zapartą ignorancję.

International Astronomical UnionPodczas gdy astronomiczną definicję „planety” nie każdy potrafi powtórzyć z pamięci. W świetle odkryć kolejnych obiektów, definicja musiała być kilkukrotnie zmieniana przez Międzynarodową Unię Astronomiczną (IAU – Internationa Astronomical Union), aby wytworzyć sztuczną grupę kilku obiektów, które uznane zostaną za podstawowe, główne, flagowe. Żeby w podręcznikach i astronomicznych notkach w mediach można było powiedzieć że jest kilka planet i wymienić je w krótkim zdaniu (przypuszczalnie Unia będzie kontrolować by liczba „planet” układu słonecznego wynosiła zawsze poniżej tuzina, a może nawet poniżej dziesięciu. A może zaryzykują kiedyś chwilowo istnienie powiedzmy aż 15 „planet”?). Zatem, który krytyk astrologii świadomie nazywa „wędrowcem” czyli „planetą” wyłącznie obiekty o (według definicji Unii Astronomicznej z kongresu 24 sierpnia 2006): orbicie obiegającej gwiazdę lub pozostałości gwiezdne, nie wytwarzające reakcji termojądrowych w swoim wnętrzu, masie wystarczającej do pokonania siły ciała sztywnego przy pomocy własnej siły grawitacji w taki sposób, by utworzyć kształt prawie kulisty odpowiadający równowadze hydrostatycznej, oraz oczyściły sąsiedztwo swojej orbity z innych względnie dużych obiektów(?). Próbę wyjaśnienia kłopotliwej nieprecyzyjności gdzie się zaczyna i kończy „sąsiedztwo orbity” i co to znaczy „względnie duży obiekt” podjął artykuł Stevena Sotera, dookreślając, czyli dodając do definicji Unii, że ciało ma mieć stosunek masy do pozostałych obiektów w jego strefie orbitalnej większy niż 100, dzięki któremu to doprecyzowaniu uniknięto usunięcia Ziemi z listy planet. Definicja jest rezultatem większości głosów delegatów kongresu Unii, niepozbawiona dużej krytyki środowiska, i miała na celu – w świetle rozwoju astrofizyki – uniknięcie uznania za planety największej planetoidy Ceres, dużego obiektu za orbitą Plutona o nazwie Eris oraz Charona – do niedawna określanego jako największy księżyc Plutona, a jest to w rzeczywistości układ podwójny, wymagających nazywania obu obiektów tą samą kategorią. Według głosowania kongresowych astronomów, nie mamy więc bliźniaczych planet Pluton-Charon oraz planet Ceres i Eris, a przy okazji również nie mamy już niedawnej planety Pluton.

Z astrologów (choć nie z wszystkich, bo nie wszyscy używają dziś planet spoza orbity Saturna) zrobiono więc (niezamierzenie albo i nie) głupców – użytkowników przestarzałego zabobonnego systemu, opartego na logice i sprawdzalnych wielowiekowych prawidłowościach, a nie – tak jak astronomowie – na modyfikowanej co kilka lat „definicji z gumy”, o niepochlebnej już na starcie opinii, uważając, że to oni mają prawo chełpić się wolną od ograniczających przesądów oraz manipulacji terminami i faktami „racjonalną nauką”…

 

 

By | 2017-03-21T23:07:17+00:00 2014-08-26 (wtorek) 21:44:02|astrologia|0 Comments

Leave A Comment